Obudziłem się w środku nocy, nie wiem która dokładnie jest godzina może trzecia a może już dużo po. Jednak dzisiejszego dnia chciałem, aby słońce nigdy nie wzeszło. Aby cały czas było po przeciwnej stronie ziemi. Jednak z każdą sekundą zbliżało się nie uchronnie, dzisiaj mama wyjątkowo nie goniła mnie i moich braci do roboty, wiedziała że przeżywamy wewnętrznie to co może się dzisiaj wydarzyć. I mimo że dożynki przeprowadzane są co roku od 74 lat a ja widziałem ich już 15 to czułem że tego roczne odcisną w mojej pamięci wyjątkowo duże piętno. Nie chce wstawać, jednak dzień jak co dzień, ludzie przyjdą głodni, ojciec z braćmi nie poradzi sobie bez mojej pomocy. Wyszedłem z łóżka z niewiarygodnym trudem ,ubrałem robocze ubranie. Była już piąta. Piece rozpalone, ciasto wyrobione i czekało tylko na uformowanie, na całe szczęście pieczenie jest dla mnie jak lekarstwo, gdy to robię nie czuję nic po za maksymalnym skupieniem się by chleb był doskonały.
-Peeta!!!- krzyknęła moja mama z końca naszej piekarni.
-Tak mamo ? Coś się stało?- Zapytałem zdumiony ponieważ moja matka zwykle nie odzywa się do mnie gdy nie musi, jestem tak jakby czarną owcą w rodzinie.
-Zabieraj swój strój na dożynki zanieś go do swojego pokoju tylko nie ubrudź go, nie chce żebyś wyglądał jak świnia !- Powiedziała nie patrząc mi w twarz.Wiedziałem że to wszystko udziela się również jej, już taka jest nie potrafi okazywać czułości.
-Dobrze- Odpowiadam.
Zanoszę strój do swojej sypialni, nie jest to duże pomieszczenie, mieści się tu jedynie okno oraz łóżko z drewna z dosyć już zniszczoną ramą i dużą ilością poduszek. To jest coś co moja mama uwielbia robić, gdy ojciec zabije kaczkę lub gęś, moja matka obskubuje ją z niesamowitą precyzją i wypełnia nią materiał, dlatego w naszym domu aż roi się od poduszek. W drodze na dół mijam swojego starszego brata ma na imię Cressid, jest o dwa lata starszy ode mnie więc to jego ostatnie dożynki.
-Peeta- mów,i a ja wiem że to będzie kolejna uwaga na mój temat
-Co?- pytam a w jego oczach dostrzegam coś czego nigdy wcześniej nie widziałem ani u moich braci ani u matki.
-Szczęśliwych igrzysk- mówi
-Dzięki, wzajemnie- Odpowiadam i zastanawiam się co mogło nim się kierować że zwrócił się do mnie z uprzejmością.II nagle dochodzę do pewnego wniosku:
Nie tylko ja mam wrażenie że te igrzyska będą inne.
Tak więc wszystko jasne , nie tylko ja boje się że coś złego się stanie. Jednak z zadumy wyrywa mnie głos mojego ojca.
-Synu, chodź do mnie na chwilę, proszę- Mówi głosem który nie znosi sprzeciwu
Natychmiast stawiam się w piekarni i widzę ze wyją z pieca świeże ciasteczka. Domyślam się że moim zadaniem będzie nadać tym ciastką
piękna.Podchodzę do stoiska cukierniczego i natychmiast zabieram się do pracy. Od małego dziecka zdobiłem torty i ciasta w piekarni moich rodziców, dlatego teraz gdy mam 16 lat umiem narysować wszystko co przyjdzie mi do głowy. A do głowy przyszły mi zółte mlecze... Na samą myśl o tych kwiatach w głowie mam postać kogoś kogo pokochałem od pierwszego wejrzenia. W szkole, gdy nasza wychowawczyni zapytała się czy ktoś zna piosenkę z doliny, ona od razu podniosła rękę, zaśpiewała ją tak pięknie że okoliczne ptaki które usiadły na drzewie by odpocząć słuchały jej z uwagą i podziwem. Mogliśmy mieć wtedy 7 lat lecz ja już wiedziałem że to coś, co do niej poczułem jest zupełnie nowym uczuciem. Czymś czego nigdy wcześniej nie czułem, i tak od tego dnia patrzyłem jak wraca ze szkoły codziennie. Tak więc rysując mlecze na ciastkach głowę miałem pogrążoną w myślach tylko o tej jednej dziewczynie. Lecz na ziemię sprowadziło mnie pukanie do drzwi.
-Cześć-Usłyszałem a za drzwiami zobaczyłem Gala, umięśnionego chłopaka od którego mój ojciec skupuje wiewiórki.
-Zaraz ojciec zejdzie-Odparłem i szybko wróciłem do swojego zajęcia. Nie lubiłem tego chłopaka, gdy go widuję zawsze u jego boku pojawia się, własnie ta osoba na której mi zależy. Może jestem po prostu zazdrosny, jednak zawszę gdy go widzę nie potrafię spojrzeć mu w oczy.Jednak zjawia się zawsze sam, mój ojciec mówi, że czasem pojawia się z dziewczyną jednak mnie nigdy nie ma wtedy w domu. Gale przychodzi zawsze gdy nie ma mojej matki, lub jest zbyt zajęta sprzedawaniem w piekarni by cokolwiek usłyszeć. Moja matka nikogo nie lubi, a z moim ojcem jest już tylko ze zwykłego przyzwyczajenia, jestem najmłodszy w rodzinie jednak, od czasów kiedy pamiętam nigdy nie widziałem by moi rodzice trzymali się za ręce czy całowali, u mnie w domu nigdy nie panowała atmosfera miłości.Gdy w końcu mój ojciec schodzi, jestem wystarczająco blisko drzwi by wszystko usłyszeć. Jednak nie mam w naturze podsłuchiwać w tym wypadku po prostu byłem zbyt blisko rozmówców dlatego wszystko słyszałem.
-Dzień dobry Panie Mellark- I wyciągnął z worka 3 wiewiórki, były w prawie nienaruszonym stanie, miały tylko drobną dziurę w ogonie. Wiedziałem że to jego robota, tamta dziewczyna trafia zawsze prosto w oko.
-Witaj Gale.-Odparł bardzo entuzjastycznie- no no widzę, że dzisiaj Ci się poszczęściło... od razu było widać że już żałuje tych słów, Gale pochodził z naprawdę ubogiej rodziny, jego ojciec zginął podczas wybuch w kopalni. Ma jeszcze młodsze rodzeństwo, nie raz widziałem jak wraz z innymi dziećmi zgłasza się po astragal. Za odrobinę oleju i zboża dodają jeszcze jedną kartkę do kuli dożynkowej.Gale ma ich już naprawdę wiele.
-Jak na razie los mi sprzyja- odpowiedział spokojnym głosem.
-Proszę- Mój ojciec daje mu cały bochen chleba trzy bułki- Chleb daj matce, na pewno jej się przyda a bułki masz za wiewiórki, uważaj na siebie.
-Dziękuję bardzo proszę pana-Odparł wyraźnie zmieszany, nigdy nie dostał od mojego ojca nic za darmo.
Zamykając drzwi mój ojciec spojrzał na mnie i powiedział tylko,
-42 kartki w kuli. Po czym wrócił do piekarni wykładać gorący chleb.
Tadaaaaa to moje wypociny piszcie Czy się podoba ^^
Tajemnicza Dziewczyna

mi się bardzo podoba! wciągnęłaś mnie! :D czekam na dalszą część :D
OdpowiedzUsuńKolejna część pojawi się dzisiaj w nocy albo jutro na rano ^^
OdpowiedzUsuń