No w końcu normalny dostęp do internetu i laptopa! Mam tyle pomysłów, ale dzisiaj powiem coś o Galu .
Przyjaciel Katniss jednak jak sie potem okazuje zakochany w niej po uszy. Jest z nią zawsze kiedy tego potrzebuje, wspólnie polują i dbają o swoje rodziny nawzajem. Jednak stawia Katniss w dosyć nie komfortowej sytuacji, widzi że dziewczyna musi udawać miłość do Peety jednak całuje ją w usta, powodując że ma jeszcze większy mętlik w głowie, nie wspominając o tym że ściągną tym samym na Katniss jeszcze większe podejrzenia Snowa. Jednak trzeba dodać, że jest dla Kotny wsparciem, chodź moim zdaniem lekko naciska na Katniss pod względem tego kogo ma kochać. Mimo że wie iż to nie jest możliwe, jednak korzysta z tego że Peety nie ma w 13, byłoby mu na rękę gdyby ten zmarł, jednak obawiał się ja zareaguje na to Katniss. Nie chciał jej stracić, i pokazuje nam to w scenie gdy okazuje się że to on jest jednym z ochotników w akcji ratowania Peety , widzi jak Katniss cierpi z powodu jego straty. Chce w pewien sposób pokazać, że zrobi dla niej wszystko. Jako postać w książce jest na pewno pozytywny. Nie bawię się w Team Peeta czy Team Gale, piszę po prostu tak jak ja uważam. Gale na pewno czuje się odrzucony i cierpi z tego powodu. Ciężko jest nam o nim cokolwiek więcej powiedzieć, bo jest tajemniczy i stara się ukrywać swoje uczucia, żeby zobaczyć jaki jest trzeba czytać miedzy wierszami, co nie dla każdego jest łatwe i przyjemne. Dlatego uważam że Gale jest niesamowicie ważny w trylogii i każdy jego ruch niesie za sobą konsekwencje.
~Tajemnicza dziewczyna.
P.S. Jak dopadne laptopa napiszę kilka rozdziałów i opisze kilka postaci w jednym dniu. Dziękuję że jesteście
wtorek, 25 lutego 2014
sobota, 22 lutego 2014
niedziela, 16 lutego 2014
Ehhh ferie się skończyły -.- Przeklinam ten dzień !! I zacznie się czytanie igrzysk pod ławką :D Ile ja za to po lekcjach siedziałam :D Ale nie o tym mowa w moim blogu. Na dzisiejsze przemyślenia wezmę Peetę. Kocham go, nie za to jaki aktor go gra, już w książce go pokochałam. A za co ? Za to, że chciałabym kiedykolwiek kogoś tak pokochać jak Peeta Katniss. Mimo, że Kotna go nie znała, nie rozmawiała znim to on nadal ją kochał. Mógłby mieć każdą inną z 12, ale cały czas w sercu miał tylko Katniss. Chciał poświęcić swoje życie by ocalić Katniss na arenie, by mogła bezpiecznie wrócić do domu. Kochał ją taką jaką była, nie chciał jej zmieniać. Dlatego moim zdaniem ta postać jest wyjątkowa, jest wiele momentów w których pokazuję swoją miłość, poświęcenie i oddanie. Nie boję się powiedzieć, że to chyba właśnie takich cech szukamy u mężczyzn. Chcemy być kochane bez względu na wszystko. Dlatego właśnie istnieje wiele fan clubów Peety, i dlatego Josh jest tak wielbiony przez fanki. Dlatego uważam, że postać Peety odgrywa kluczową rolę, dzięki której Katniss przeżyła, potrafił kochać tak mocno pomimo tego, że nigdy nie zaznał podobnego uczucia. W Kosogłosie, pomimo że ma pomieszane myśli, prosi Katniss i innych by go zabili. On boi się że SAM nieświadomie zabije Katniss, a tego by nie przeżył. Chce sam odebrać sobie życie, by ratować swoją ukochaną. Katniss jest jego oczkiem w głowie, w Pierścieniu Ognia, widać jak potwornie Cierpi, jak bardzo chce by pocałunki Katniss były prawdziwe a nie tylko pod publikę. Potwornie cierpi, kiedy widzi Katniss która siedzi przy ledwo żyjącym Galu, boi się ją stracić. Niewiarygodna postać, którą po prostu uwielbiam i poświęcę jej jeszcze kilka postów.
Tajemnicza dziewczyna
Tajemnicza dziewczyna
piątek, 14 lutego 2014
Rozdział \/
Jestem zły na Haymitcha, ze tak surowo potraktował Katniss, ale to prawda, Katniss nie jest miła i nie okazuje uczuć. Jeśli się mnie zmieni, nie masz szans by zyskać sponsora. I nagle za oknem widzę go !
-Jest! Boże on jest ogromny!-Mówię i podchodzę do okna pociągu.
Wiedziałem, że Kapitol jest duży, ale nie sądziłem że, aż tak. Nasz pociąg zwalnia z trzystu kilometrów na godzinę do ok stu kilometrów. I naglę znajdujemy się na peronie, gdzie czeka na nas setka osób, kopie Effie, też wymyślne fryzury, kolorowe ciała, dziwaczne stroje. Wiwatują na nasz widok, cieszą się i klaszczą, Mam być miły, dobrze będę taki.Zaczynam do nich machać i uśmiechać się szeroko, są zachwyceni.
-Chodź Katniss- mówię lecz ona nie podchodzi, ale patrzy na mnie pełnym pogardy wzrokiem.
-No co? Może któryś jest bogaty- i nadal macham i się uśmiecham.
-Weź go sobie , chłopak wie co robi, może Cię tego nauczy chodź...-urywa Haymitch bo przychodzą po nas strażnicy pokoju. Gdy idziemy wśród ludzi wszyscy chcą nas dotknąć, zupełnie jak byśmy byli zwierzętami. To chore, ci ludzie chyba nie rozumieją że jedno lub dwoje za kilka dni zginie na arenie? Pomimo to nadal się uśmiecham co Katniss chyba doprowadza do szału. Strażnicy zabierają nas do jakiegoś pomieszczenia które wygląda jak szpital, ja idę na lewo a Katniss na prawo. Ludzie z Kapitolu każą się mi rozebrać i dają mi papierową bieliznę. Super mam paradować na golasa ? Serio? Ale po tym każą mi się położyć na stole. Super zmienią mnie teraz w takie dziwadła jak oni ? Lecz oni po prostu mnie myją. Potem wyrywają brwi żeby były równe, następnie golą zarost, przycinają paznokcie, oraz depilują mi pachy i brzuch. Nakładają ma mnie jakieś olejki, maści i wiele innych rzeczy których nigdy nie widziałem. Gdy ze mną kończą prowadzą mnie do osobnego pokoju gdzie mam czekać na Swoją stylistkę. W lustrze które stoi obok nie poznaję siebie, moja skóra jest gładka, miejsca gdzie mnie depilowali, skóra mnie piecze, a sam pachnę jak łąka. Nie czuję się w tym dobrze, to nie jestem prawdziwy ja. Prawdziwy Peeta, nie ma przyciętych równo paznokci, jest synem piekarza, który codziennie ma nowe oparzenia.
-Witaj Peeta - Do pokoju wchodzi kobieta z blond włosami i czarnymi ustami, oraz zadziwiająco skromnym makijażem.
-Dzień dobry-Podaję jej rękę
-Mam na imię Portia, i będę twoją stylistką podczas tych igrzysk.
-Cieszę się.
-Ja również, dzisiaj musimy zaprezentować was światu, musimy sprawić że zapadniecie jako dwunasty dystrykt, w pamięć sponsorów- mówiąc to patrzy mi w oczy- Spokojnie, nie będziesz mieć operacji plastycznych. Jesteś wystarczająco piękny.
-A pani ma sprawić że zabłysnę?
-Postaram się, zazwyczaj nosicie stroje związane z Waszym dystryktem, wasz jest górniczy. Dotychczas styliści nie radzili sobie z tym dystryktem.
-Albo po prostu uważali że nie warto- mówię.
-W każdym razie tej nocy sprawimy że zabłyśniecie na tle innych.- I podchodzi do szafy z której wyciąga czarny stój który wygląda jak ze skóry, jest cały czarny i bardzo dobrze przylega do ciała.
Ubieram go i razem z Portią wychodzimy z pokoju. Kierujemy się w stronę pokoju skąd dochodzą głosne rozmowy. W tym pokoju jest 12, rydwanów zaprzężony w po dwa czarne konie, podchodzimy do ostatniego. I wtedy ją zauważam, wygląda przepięknie, jest lekko wymalowana, uśmiecha się do swojego stylisty, pasujemy do siebie idealnie.
-Witaj Peeta, jestem Cinna. Stylista Katniss-mówi to i podaje mi rękę.
-Witam.
-Słuchajcie, to jest sztuczny ogień - i wyciąga zapałkę która wcale się nie spala. Podpale wam stroje, ale obiecuję że nic nie poczujecie.- Mówi Cinna
-Wygląda prawdziwie-Odpowiada Katniss
-I tak też ma wyglądać- mówi z uśmiechem Cinna.
Tajemnicza dziewczyna
Jestem zły na Haymitcha, ze tak surowo potraktował Katniss, ale to prawda, Katniss nie jest miła i nie okazuje uczuć. Jeśli się mnie zmieni, nie masz szans by zyskać sponsora. I nagle za oknem widzę go !
-Jest! Boże on jest ogromny!-Mówię i podchodzę do okna pociągu.
Wiedziałem, że Kapitol jest duży, ale nie sądziłem że, aż tak. Nasz pociąg zwalnia z trzystu kilometrów na godzinę do ok stu kilometrów. I naglę znajdujemy się na peronie, gdzie czeka na nas setka osób, kopie Effie, też wymyślne fryzury, kolorowe ciała, dziwaczne stroje. Wiwatują na nasz widok, cieszą się i klaszczą, Mam być miły, dobrze będę taki.Zaczynam do nich machać i uśmiechać się szeroko, są zachwyceni.
-Chodź Katniss- mówię lecz ona nie podchodzi, ale patrzy na mnie pełnym pogardy wzrokiem.
-No co? Może któryś jest bogaty- i nadal macham i się uśmiecham.
-Weź go sobie , chłopak wie co robi, może Cię tego nauczy chodź...-urywa Haymitch bo przychodzą po nas strażnicy pokoju. Gdy idziemy wśród ludzi wszyscy chcą nas dotknąć, zupełnie jak byśmy byli zwierzętami. To chore, ci ludzie chyba nie rozumieją że jedno lub dwoje za kilka dni zginie na arenie? Pomimo to nadal się uśmiecham co Katniss chyba doprowadza do szału. Strażnicy zabierają nas do jakiegoś pomieszczenia które wygląda jak szpital, ja idę na lewo a Katniss na prawo. Ludzie z Kapitolu każą się mi rozebrać i dają mi papierową bieliznę. Super mam paradować na golasa ? Serio? Ale po tym każą mi się położyć na stole. Super zmienią mnie teraz w takie dziwadła jak oni ? Lecz oni po prostu mnie myją. Potem wyrywają brwi żeby były równe, następnie golą zarost, przycinają paznokcie, oraz depilują mi pachy i brzuch. Nakładają ma mnie jakieś olejki, maści i wiele innych rzeczy których nigdy nie widziałem. Gdy ze mną kończą prowadzą mnie do osobnego pokoju gdzie mam czekać na Swoją stylistkę. W lustrze które stoi obok nie poznaję siebie, moja skóra jest gładka, miejsca gdzie mnie depilowali, skóra mnie piecze, a sam pachnę jak łąka. Nie czuję się w tym dobrze, to nie jestem prawdziwy ja. Prawdziwy Peeta, nie ma przyciętych równo paznokci, jest synem piekarza, który codziennie ma nowe oparzenia.
-Witaj Peeta - Do pokoju wchodzi kobieta z blond włosami i czarnymi ustami, oraz zadziwiająco skromnym makijażem.
-Dzień dobry-Podaję jej rękę
-Mam na imię Portia, i będę twoją stylistką podczas tych igrzysk.
-Cieszę się.
-Ja również, dzisiaj musimy zaprezentować was światu, musimy sprawić że zapadniecie jako dwunasty dystrykt, w pamięć sponsorów- mówiąc to patrzy mi w oczy- Spokojnie, nie będziesz mieć operacji plastycznych. Jesteś wystarczająco piękny.
-A pani ma sprawić że zabłysnę?
-Postaram się, zazwyczaj nosicie stroje związane z Waszym dystryktem, wasz jest górniczy. Dotychczas styliści nie radzili sobie z tym dystryktem.
-Albo po prostu uważali że nie warto- mówię.
-W każdym razie tej nocy sprawimy że zabłyśniecie na tle innych.- I podchodzi do szafy z której wyciąga czarny stój który wygląda jak ze skóry, jest cały czarny i bardzo dobrze przylega do ciała.
Ubieram go i razem z Portią wychodzimy z pokoju. Kierujemy się w stronę pokoju skąd dochodzą głosne rozmowy. W tym pokoju jest 12, rydwanów zaprzężony w po dwa czarne konie, podchodzimy do ostatniego. I wtedy ją zauważam, wygląda przepięknie, jest lekko wymalowana, uśmiecha się do swojego stylisty, pasujemy do siebie idealnie.
-Witaj Peeta, jestem Cinna. Stylista Katniss-mówi to i podaje mi rękę.
-Witam.
-Słuchajcie, to jest sztuczny ogień - i wyciąga zapałkę która wcale się nie spala. Podpale wam stroje, ale obiecuję że nic nie poczujecie.- Mówi Cinna
-Wygląda prawdziwie-Odpowiada Katniss
-I tak też ma wyglądać- mówi z uśmiechem Cinna.
Tajemnicza dziewczyna
Rozdział I\/
Wchodzę z Haymitchem do jego przedziału, zdejmuję z niego ubranie pozostawiam go w samej bieliźnie, sam zdejmuję jedynie buty i wpycham go pod prysznic. Po drodze zdążył zwymiotować jeszcze dwa razy, więc i ja jestem cały w jego trości pokarmowej, mieszanka alkoholu i nadtrawionego jedzenia przyprawia mnie o mdłości. Ustawiam w prysznicu pierwszy lepszy program i myję naszego mentora.
-Zostaw sam sobie poradzę-Wyrywa mi się i w tym samym momencie ląduje na mokrych kafelkach.
-Nie najlepiej to panu idzie - mówię i zabieram się za dalsze zmywanie wymiocin z jego twarzy. Gdy już jest czysty i suchy potrafi sam stać i usiąść na łóżku. Wyciągam mu z szafy czyste ubranie, a sam idę do swojego przedziału by wziąć kąpiel.
Cudownie myślę, nasz mentor ledwo co trzyma się na nogach cały czas jest pijany, lepiej nie mogliśmy trafić.
Po dziesięciu minutach idę do przedziału Haymitcha.
-Dzięki ... jak Ci tam ?
-Peeta- mówię
-No właśnie, dzięki Peeta- mówi już trzeźwym głosem ale nadal jest bardzo pijany.
-Nie ma za co- mówię i patrzę mu w oczy.
-Jesteś niezwykły. Inny zawołałby kogoś z Kapitolu by się mną zajęli, a ty zrobiłeś to sam.
-Nie lubię ludzi z Kapitolu-Odpowiadam- Nie miałem ochoty ich oglądać.
-No to mam dla Ciebie zła wiadomość, będziesz musiał ich nie tylko polubić ale sprawić by oni polubili Ciebie.
-Tak wiem, powinienem dać sobie z tym rade-Odpowiadam
-Idźmy coś zjeść, większość mojego śniadania wylądowało na twojej koszuli- Mówi i wychodzi.
Polubić Kapitol? Najwyraźniej muszę udawać milutkiego, chodź nigdy nie miałem problemu w kontaktach z ludźmi, szybko mnie akceptowali.
Wstaję i idę w kierunku wagonu restauracyjnego.
-Na co masz ochotę Peeta?-Pyta Effie ze swoim uśmieszkiem.
-Sam nie wiem wielu z tych potraw nie znam - Odpowiadam z lekkim wstydem.
-No to wszystko przed tobą- mówi to i nakłada mi jakieś mięso i ziemniaki.
-Dziękuję
Jedzenie tutaj jest wyborne, wszystko tutaj jest idealne.
-Słuchaj Peeta, jaki masz pomysł na przeżycie?-Pyta nagle Haymitch
-No... wezmę coś z rogu obfitości, ucieknę w stronę wody i gdzieś się zaszyję.
-Nie ! Nie idź do rogu obfitości, nie daj się wciągnąć w jadkę, uciekasz od razu i szukasz wody .
-Ale czemu nie mam iść do rogu?-Pytam zdziwiony.
-Bo tam ginie najwięcej trybutów, nie daj się w to wciągnąć, to nie twoja gra, a jak zdobędziesz jedzenie?
-Polować to ja nie umiem, ale znam kilka jadalnych roślin .
-To nie wystarczy,ale tym zajmiemy się w Kapitolu . A co zrobisz jak na arenie będzie zimno?
-To oczywiste rozpalę ognisko.
-I kolejny błąd! Idealny sposób by zwrócić na siebie uwagę!
-Jaki?- Do wagonu weszła Katniss.
-Haymitch zdradza kilka wskazówek jak przetrwać na arenie.
-Na przykład jakie?-Pyta z naciskiem na Haymitcha
-Podasz mi dżem ?- Pyta Haymitch tak jak by nie słyszał Katniss.
Zero reakcji, w oczach Katniss widzę wściekłość, że mnie coś powiedział a jej nic, więc gdy Haymitch sięga po dżem, ona szybko lecz nie celnie wbija nóż w stół pomiędzy jego palcami.
-To jest machoń ! -Krzyczy Effie
-Brawo skarbie uśmierciłaś chusteczkę, co zazdrosna że on wie więcej od Ciebie-Uśmiecha sie i wskazuje nożem na mnie. Chcesz wiedzieć jak przetrwać na arenie ? -Pyta swym aroganckim tonem.-Ludzie muszą Cię polubić, zaskoczona?
Mina Katniss mówi , że nie wiele z tego rozumie.
-To jest Show, umierasz z głody, chłodu lub pragnienia. Kilka zapałek, koc lub butelka wody mogę uratować ci życie, a to zapewnią ci sponsorzy, którzy są wybredni. Będzie tam 24 trybutów musisz być miła i potulna, bo jak na razie nie masz szans na dobry start- Mówi.
Wchodzę z Haymitchem do jego przedziału, zdejmuję z niego ubranie pozostawiam go w samej bieliźnie, sam zdejmuję jedynie buty i wpycham go pod prysznic. Po drodze zdążył zwymiotować jeszcze dwa razy, więc i ja jestem cały w jego trości pokarmowej, mieszanka alkoholu i nadtrawionego jedzenia przyprawia mnie o mdłości. Ustawiam w prysznicu pierwszy lepszy program i myję naszego mentora.
-Zostaw sam sobie poradzę-Wyrywa mi się i w tym samym momencie ląduje na mokrych kafelkach.
-Nie najlepiej to panu idzie - mówię i zabieram się za dalsze zmywanie wymiocin z jego twarzy. Gdy już jest czysty i suchy potrafi sam stać i usiąść na łóżku. Wyciągam mu z szafy czyste ubranie, a sam idę do swojego przedziału by wziąć kąpiel.
Cudownie myślę, nasz mentor ledwo co trzyma się na nogach cały czas jest pijany, lepiej nie mogliśmy trafić.
Po dziesięciu minutach idę do przedziału Haymitcha.
-Dzięki ... jak Ci tam ?
-Peeta- mówię
-No właśnie, dzięki Peeta- mówi już trzeźwym głosem ale nadal jest bardzo pijany.
-Nie ma za co- mówię i patrzę mu w oczy.
-Jesteś niezwykły. Inny zawołałby kogoś z Kapitolu by się mną zajęli, a ty zrobiłeś to sam.
-Nie lubię ludzi z Kapitolu-Odpowiadam- Nie miałem ochoty ich oglądać.
-No to mam dla Ciebie zła wiadomość, będziesz musiał ich nie tylko polubić ale sprawić by oni polubili Ciebie.
-Tak wiem, powinienem dać sobie z tym rade-Odpowiadam
-Idźmy coś zjeść, większość mojego śniadania wylądowało na twojej koszuli- Mówi i wychodzi.
Polubić Kapitol? Najwyraźniej muszę udawać milutkiego, chodź nigdy nie miałem problemu w kontaktach z ludźmi, szybko mnie akceptowali.
Wstaję i idę w kierunku wagonu restauracyjnego.
-Na co masz ochotę Peeta?-Pyta Effie ze swoim uśmieszkiem.
-Sam nie wiem wielu z tych potraw nie znam - Odpowiadam z lekkim wstydem.
-No to wszystko przed tobą- mówi to i nakłada mi jakieś mięso i ziemniaki.
-Dziękuję
Jedzenie tutaj jest wyborne, wszystko tutaj jest idealne.
-Słuchaj Peeta, jaki masz pomysł na przeżycie?-Pyta nagle Haymitch
-No... wezmę coś z rogu obfitości, ucieknę w stronę wody i gdzieś się zaszyję.
-Nie ! Nie idź do rogu obfitości, nie daj się wciągnąć w jadkę, uciekasz od razu i szukasz wody .
-Ale czemu nie mam iść do rogu?-Pytam zdziwiony.
-Bo tam ginie najwięcej trybutów, nie daj się w to wciągnąć, to nie twoja gra, a jak zdobędziesz jedzenie?
-Polować to ja nie umiem, ale znam kilka jadalnych roślin .
-To nie wystarczy,ale tym zajmiemy się w Kapitolu . A co zrobisz jak na arenie będzie zimno?
-To oczywiste rozpalę ognisko.
-I kolejny błąd! Idealny sposób by zwrócić na siebie uwagę!
-Jaki?- Do wagonu weszła Katniss.
-Haymitch zdradza kilka wskazówek jak przetrwać na arenie.
-Na przykład jakie?-Pyta z naciskiem na Haymitcha
-Podasz mi dżem ?- Pyta Haymitch tak jak by nie słyszał Katniss.
Zero reakcji, w oczach Katniss widzę wściekłość, że mnie coś powiedział a jej nic, więc gdy Haymitch sięga po dżem, ona szybko lecz nie celnie wbija nóż w stół pomiędzy jego palcami.
-To jest machoń ! -Krzyczy Effie
-Brawo skarbie uśmierciłaś chusteczkę, co zazdrosna że on wie więcej od Ciebie-Uśmiecha sie i wskazuje nożem na mnie. Chcesz wiedzieć jak przetrwać na arenie ? -Pyta swym aroganckim tonem.-Ludzie muszą Cię polubić, zaskoczona?
Mina Katniss mówi , że nie wiele z tego rozumie.
-To jest Show, umierasz z głody, chłodu lub pragnienia. Kilka zapałek, koc lub butelka wody mogę uratować ci życie, a to zapewnią ci sponsorzy, którzy są wybredni. Będzie tam 24 trybutów musisz być miła i potulna, bo jak na razie nie masz szans na dobry start- Mówi.
czwartek, 13 lutego 2014
Rozdział III
To nie możliwe, nie to się nie mogło stać. To jest chyba zły sen, koszmar z którego za chwilę się obudzę! Jednak nic dobrego nie nastaje, wszyscy patrzą na mnie, czyli jednak się nie przesłyszałem padło moje nazwisko. Gdy idę w kierunku sceny widzę , że Katniss na mnie patrzy. I co mi po tym że rozpoznała mnie teraz ! Gdy oboje będziemy musieli się pozabijać! Nie to się nie stało!!! Stoję na scenie, patrze przed siebie, pełen złości smutku i rozczarowania. Dlaczego teraz ?! Dlaczego nie rok temu , czemu nie dwa lata temu, a teraz razem z nią trafię na arenę. Trafię tam z dziewczyną którą kocham od wielu lat, co nie zmienia faktu, że ona nie będzie miała problemów żeby mnie zabić, jestem nikim w jej oczach.
-No śmiało podajcie sobie dłonie-Mówi Effie i głupawo się do nas uśmiecha.
Podaję jej rękę po raz pierwszy ją dotykam, po raz pierwszy patrzę jej w oczy a ona mnie. Widzę strach i smutek, ale też gniew. Effie obejmuje nas i prowadzi każdego osobno do pokoju. Po kilku sekundach przychodzą moi rodzice i bracia. Ojciec tuli mnie i ma łzy w oczach.
-Będzie dobrze Petta, pamiętaj zawsze jestem z Tobą.
-Dziękuję tato, tylko że nic nie będzie dobrze ! Zupełnie nic! -Krzyczę
-Może jednak coś dobrego z tego wyniknie- Mówi moja mama z końca pokoju-Dwunasty dystrykt ma szanse na zwycięstwo, i nie mówię tutaj o Tobie Peeta, mówię o Katniss.
Powiedziała to i wyszła. Moi bracia powiedzieli tylko powodzenia i poszli w jej ślady.
-Tato,pomożesz jej rodzinie prawda ? Błagam tato- mówię błagającym tonem
-Dobrze Peeta pomogę jak tylko będę potrafił-Powiedział to i wyszedł z pokoju.
Nikt więcej nie przychodzi, bo kto by miał. Nie mam przyjaciół, znajomych sporo ale jak widać, nie przyszli się ze mną pożegnać. Siedzę tak sam w pokoju jeszcze około minuty i zaczynam płakać. Na miłość boską za co ?! Dlaczego ona ? Czemu ?! W mojej głowie trwa bitwa, co ja mam teraz robić, jaką taktykę obrać. Wszystko wydaję się do niczego. Nie wiem co robić i w końcu przychodzi strażnik pokoju pakuje nas do samochodu który zawiezie nas do pociągu.
-Zobaczycie będzie cudownie, same luksusy, platynowe klamki, dużo jedzenia i ciepła woda! -Mówi Effie, lecz ja już nic więcej nie słyszę. Widzę tylko przed oczami jej oczy, najpiękniejsze jakie w życiu widziałem. Przy najmniej mogłem je zobaczyć, pewnie nigdy już ich nie ujrzę, zapewne zginę na arenie pierwszy. Albo nie ! Mam pewien pomysł który od tej chwili zamierzam realizować. Z auta wyciągają nas strażnicy pokoju i prowadzą prostu do pociągu. Gdy jestem w środku, dech zapiera mi w piersiach. Wszystko jest przepiękne, klamki stoły, kanapy, krzesła, jedzenie owoce których nigdy nie widziałem na oczy. A w szklanych butelkach mienią się różnego rodzaju trunki. Siadamy w fotelach koło siebie.
-Pójdę po Haymitcha, powinien być w wagonie barowym-Mówi Effie i wychodzi.
Patrzę na Katniss nie ma ochoty na rozmowę, rozumiem ale ...
-Poznałaś już Haymitcha ? To nasz mentor , kiedyś sam zwyciężył-mówię to ale ona ma mnie zupełnie w nosie.
-Słuchaj ! Rozumiem że nie masz ochoty rozmawiać, ale odrobina pomocy nie zaszkodzi!-Mówię to a ona w końcu na mnie spogląda, w jej oczach widzę wyrzuty. I naglę przypomina mi się pewien deszczowy dzień. Gdy piekłem chleb w piekarni, zobaczyłem ją moknącą ledwie żywą, pod naszą piekarnią. Słyszałem jak moja matka ją wywala bo szukała czegoś u nas w śmietniku. Nie wiedziałem jak jej pomóc i nagle mnie olśniło. "Przez przypadek" upuściłem dwa bochenki chleba do ognia.
-Ty idioto ! Myślisz że ktoś kupi spalony chleb ?-Krzyczała moja mama i uderzyła mnie metalowym kijem w twarz-Idź wywal to świnią !
Jeden cały chleb rzuciłem świnią, jednak jeden .. jeden rzuciłem jej na ziemię gdy moja matka nie patrzyła.Wiem że Katniss myślała o tym samym co ja. I w tym momencie wchodzi Haymitch.
-Gratuluje Wam! - Mówi to i bierze szklankę oraz nalewa sobie alkoholu do szklanki-Gdzie jest lód ?
-Nie mam pojęcia-Odpowiadam
A Haymitch głośno trzaska pokrywką od pojemnika do lodu, w rekompensacie bierze całą butelkę trunku i siada na przeciw nas.
-No to co ? Kiedy zaczynamy ?-Pytam z poważną miną
-Spokojnie, dajcie mi wytrzeźwieć, sam muszę się przyzwyczaić. Zresztą nie wszystkim z was było tak prędko do nauki.- Mówi i bierze porządnego łyka z butelki.
-To po co tu jesteś ?-Odzywa się Katniss
-Dla napitków- Odpowiada Haymitch z lekkim uśmiechem.
-Dobra, chyba już wystarczy- I sięgam by zabrać mu butelkę, jednak jak na pijaną osobę jest niezwykle szybki i w jednak chwili, blokuje mnie swoją stopą. Po czym obficie wymiotuję na siebie alkoholem.
-Ehhhh... Pójdę go umyć- Mówię i spoglądam na Katniss
-Idź- odpowiada krótko
-Idziemy Panie Haymitch, umyjemy pana bo troszkę się pan ubrudził.
Tajemnicza Dziewczyna
To nie możliwe, nie to się nie mogło stać. To jest chyba zły sen, koszmar z którego za chwilę się obudzę! Jednak nic dobrego nie nastaje, wszyscy patrzą na mnie, czyli jednak się nie przesłyszałem padło moje nazwisko. Gdy idę w kierunku sceny widzę , że Katniss na mnie patrzy. I co mi po tym że rozpoznała mnie teraz ! Gdy oboje będziemy musieli się pozabijać! Nie to się nie stało!!! Stoję na scenie, patrze przed siebie, pełen złości smutku i rozczarowania. Dlaczego teraz ?! Dlaczego nie rok temu , czemu nie dwa lata temu, a teraz razem z nią trafię na arenę. Trafię tam z dziewczyną którą kocham od wielu lat, co nie zmienia faktu, że ona nie będzie miała problemów żeby mnie zabić, jestem nikim w jej oczach.
-No śmiało podajcie sobie dłonie-Mówi Effie i głupawo się do nas uśmiecha.
Podaję jej rękę po raz pierwszy ją dotykam, po raz pierwszy patrzę jej w oczy a ona mnie. Widzę strach i smutek, ale też gniew. Effie obejmuje nas i prowadzi każdego osobno do pokoju. Po kilku sekundach przychodzą moi rodzice i bracia. Ojciec tuli mnie i ma łzy w oczach.
-Będzie dobrze Petta, pamiętaj zawsze jestem z Tobą.
-Dziękuję tato, tylko że nic nie będzie dobrze ! Zupełnie nic! -Krzyczę
-Może jednak coś dobrego z tego wyniknie- Mówi moja mama z końca pokoju-Dwunasty dystrykt ma szanse na zwycięstwo, i nie mówię tutaj o Tobie Peeta, mówię o Katniss.
Powiedziała to i wyszła. Moi bracia powiedzieli tylko powodzenia i poszli w jej ślady.
-Tato,pomożesz jej rodzinie prawda ? Błagam tato- mówię błagającym tonem
-Dobrze Peeta pomogę jak tylko będę potrafił-Powiedział to i wyszedł z pokoju.
Nikt więcej nie przychodzi, bo kto by miał. Nie mam przyjaciół, znajomych sporo ale jak widać, nie przyszli się ze mną pożegnać. Siedzę tak sam w pokoju jeszcze około minuty i zaczynam płakać. Na miłość boską za co ?! Dlaczego ona ? Czemu ?! W mojej głowie trwa bitwa, co ja mam teraz robić, jaką taktykę obrać. Wszystko wydaję się do niczego. Nie wiem co robić i w końcu przychodzi strażnik pokoju pakuje nas do samochodu który zawiezie nas do pociągu.
-Zobaczycie będzie cudownie, same luksusy, platynowe klamki, dużo jedzenia i ciepła woda! -Mówi Effie, lecz ja już nic więcej nie słyszę. Widzę tylko przed oczami jej oczy, najpiękniejsze jakie w życiu widziałem. Przy najmniej mogłem je zobaczyć, pewnie nigdy już ich nie ujrzę, zapewne zginę na arenie pierwszy. Albo nie ! Mam pewien pomysł który od tej chwili zamierzam realizować. Z auta wyciągają nas strażnicy pokoju i prowadzą prostu do pociągu. Gdy jestem w środku, dech zapiera mi w piersiach. Wszystko jest przepiękne, klamki stoły, kanapy, krzesła, jedzenie owoce których nigdy nie widziałem na oczy. A w szklanych butelkach mienią się różnego rodzaju trunki. Siadamy w fotelach koło siebie.
-Pójdę po Haymitcha, powinien być w wagonie barowym-Mówi Effie i wychodzi.
Patrzę na Katniss nie ma ochoty na rozmowę, rozumiem ale ...
-Poznałaś już Haymitcha ? To nasz mentor , kiedyś sam zwyciężył-mówię to ale ona ma mnie zupełnie w nosie.
-Słuchaj ! Rozumiem że nie masz ochoty rozmawiać, ale odrobina pomocy nie zaszkodzi!-Mówię to a ona w końcu na mnie spogląda, w jej oczach widzę wyrzuty. I naglę przypomina mi się pewien deszczowy dzień. Gdy piekłem chleb w piekarni, zobaczyłem ją moknącą ledwie żywą, pod naszą piekarnią. Słyszałem jak moja matka ją wywala bo szukała czegoś u nas w śmietniku. Nie wiedziałem jak jej pomóc i nagle mnie olśniło. "Przez przypadek" upuściłem dwa bochenki chleba do ognia.
-Ty idioto ! Myślisz że ktoś kupi spalony chleb ?-Krzyczała moja mama i uderzyła mnie metalowym kijem w twarz-Idź wywal to świnią !
Jeden cały chleb rzuciłem świnią, jednak jeden .. jeden rzuciłem jej na ziemię gdy moja matka nie patrzyła.Wiem że Katniss myślała o tym samym co ja. I w tym momencie wchodzi Haymitch.
-Gratuluje Wam! - Mówi to i bierze szklankę oraz nalewa sobie alkoholu do szklanki-Gdzie jest lód ?
-Nie mam pojęcia-Odpowiadam
A Haymitch głośno trzaska pokrywką od pojemnika do lodu, w rekompensacie bierze całą butelkę trunku i siada na przeciw nas.
-No to co ? Kiedy zaczynamy ?-Pytam z poważną miną
-Spokojnie, dajcie mi wytrzeźwieć, sam muszę się przyzwyczaić. Zresztą nie wszystkim z was było tak prędko do nauki.- Mówi i bierze porządnego łyka z butelki.
-To po co tu jesteś ?-Odzywa się Katniss
-Dla napitków- Odpowiada Haymitch z lekkim uśmiechem.
-Dobra, chyba już wystarczy- I sięgam by zabrać mu butelkę, jednak jak na pijaną osobę jest niezwykle szybki i w jednak chwili, blokuje mnie swoją stopą. Po czym obficie wymiotuję na siebie alkoholem.
-Ehhhh... Pójdę go umyć- Mówię i spoglądam na Katniss
-Idź- odpowiada krótko
-Idziemy Panie Haymitch, umyjemy pana bo troszkę się pan ubrudził.
Tajemnicza Dziewczyna
środa, 12 lutego 2014
Tak więc dzisiaj na przemyślenia wezmę Cinnę. Postać którą pokochałam od razu. A w filmie po prostu padłam jak zobaczyłam kto go gra *.* Dobra ale nie o tym mam pisać (chwilka ogarniam się :D) .....
Ok tak więc Cinna jest stylistą Katniss, jest nowy w projektowaniu dla trybutów. Jednak sam poprosił o przydział do dwunastego dystryktu. Od samego początku polubił Katniss, ze wzajemnością. To dzięki niemu Kotna była w centrum uwagi podczas parady, i zapadła w pamięć ludziom z Kapitolu. Jest pełen dobroci i nadziei, pomaga Katniss odnaleźć się w tej całej trudnej dla niej sytuacji. To on odprowadza ją do cylindrów które prowadzą na arenę. Przypina jej broszkę z kosogłosem, jako jej szczęśliwy medalion. I to on "cały czas na nią stawia". W Pierścieniu ognia rozmawia z Katniss przez telefon, projektuję za nią rzeczy. Przerabia jej suknię ślubną, za co przepłaca, życiem. Uwielbiam tą postać za odwagę i poświęcenie. Mimo że urodził się w Kapitolu wcale się tym nie szczycił, nie miał wymyślnych fryzur, pomalowanego ciała, czy dziwnej brody. Ograniczył się tylko do złotej kreski na powiekach. Od samego początku do samego końca sercem był z Katniss. Zaprojektował jej też stroję Kosogłosa. Cudowny człowiek, pełen miłości, poświęcenia i nadziei. Był ogromnym wsparciem dla Katniss, ale też cudownym i ciepłym człowiekiem.
Tajemnicza dziewczyna.
Ok tak więc Cinna jest stylistą Katniss, jest nowy w projektowaniu dla trybutów. Jednak sam poprosił o przydział do dwunastego dystryktu. Od samego początku polubił Katniss, ze wzajemnością. To dzięki niemu Kotna była w centrum uwagi podczas parady, i zapadła w pamięć ludziom z Kapitolu. Jest pełen dobroci i nadziei, pomaga Katniss odnaleźć się w tej całej trudnej dla niej sytuacji. To on odprowadza ją do cylindrów które prowadzą na arenę. Przypina jej broszkę z kosogłosem, jako jej szczęśliwy medalion. I to on "cały czas na nią stawia". W Pierścieniu ognia rozmawia z Katniss przez telefon, projektuję za nią rzeczy. Przerabia jej suknię ślubną, za co przepłaca, życiem. Uwielbiam tą postać za odwagę i poświęcenie. Mimo że urodził się w Kapitolu wcale się tym nie szczycił, nie miał wymyślnych fryzur, pomalowanego ciała, czy dziwnej brody. Ograniczył się tylko do złotej kreski na powiekach. Od samego początku do samego końca sercem był z Katniss. Zaprojektował jej też stroję Kosogłosa. Cudowny człowiek, pełen miłości, poświęcenia i nadziei. Był ogromnym wsparciem dla Katniss, ale też cudownym i ciepłym człowiekiem.
Tajemnicza dziewczyna.
Rozdział II
Ten chłopak nie miał łatwo w życiu, zresztą niczyje życie w dwunastym dystrykcie nie jest łatwe. Niektóre rodziny jak moja mogą pozwolić sobie na więcej, ale życie w dwunastce to przekleństwo. Rodzisz się by Twoje nazwisko trafiło do kuli dożynkowej, by zapewnić Kaptolowi rozrywkę, by mogli cieszyć się i patrzeć jak giniesz na arenie zabity przez innego trybuta lub przez genetycznie zmutowane zwierze, a jeśli Cię nie wylosują po ukończeniu osiemnastu lat musisz pracować za marne grosze by zaspokoić potrzeby Kapitolu. Tutaj w dwunastce codziennie ktoś umiera z głodu. Wchodzę do piekarni gdzie słyszę , że mój ojciec znowu prowadzi głośną rozmowę z moją matką. Kłócą się odkąd pamiętam, ojciec starał się to ukrywać przed nami, ale matka , ona nie miała skrupułów. Przeklinała, krzyczała bez względu na okoliczności, nie przejmowała się czy ktoś usłyszy. Zastanawiam się czemu mój ojciec ją poślubił, może młodzieńcze zauroczenie. Nigdy go o to nie pytałem, bo chyba nigdy nie było okazji. Zresztą ja w domu nie mówię za wiele, jak już rozmawiam to z tatą. Jest dla mnie całą rodziną, bronił mnie przed matką, która nie miała skrupułów, bić mnie i moich braci.
-Co jest Peeta?-Słyszę głos mojego ojca, czuły i miły.
-Nic, tylko ... mam dziwne przeczucie, że te dożynki będą inne, nie wiem jak mam to wytłumaczyć.
-Wiem co czujesz, rozumiem Cię, ale pamiętaj, że zawsze jestem przy Tobie.
-Dziękuję tato- Spojrzałem na niego, i widziałem że ma łzy w oczach, jednak szybko spuścił głowę, bym tego nie widział.
-Peeta, idź już się przeprać. Twoja mama będzie marudzić jeśli pójdziesz na dożynki brudny.
-Jesne tato już lecię.
Poszedłem do łazienki, która znajdowała się na piętrze. Nie mieliśmy prawdziwej wanny, tylko metalową dużą miskę w której można było usiąść i lekko wyprostować nogi. Zagrzałem sobie ciepłej wody. Tutaj w dwunastym dystrykcie nie myjemy się codziennie, jednak na dożynki każde dziecko jest umyte i ubrane najlepiej jak tylko stać na to rodziców. Ja ma koszulę i spodnie, czyli jak każdy chłopak w dwunastym dystrykcie. Gdy jestem już gotowy, siadam na łóżku. Patrzę na niebo nad naszym dystryktem, i myślę , że mogę go już nigdy nie zobaczyć. Jednak kto by po mnie płakał, jedynie ojciec. Nie mam nikogo bliskiego, nie w realnym życiu, jednak w moim sercu mam kogoś, o kogo będę walczył do samego końca... Tylko , że ona nawet nie wie o moim istnieniu. I nagle słyszę sygnał do wyjścia, i po chwili następny. Schodzę na dół, widzę że mój brat też już tam czeka. Przytula właśnie moją mamę, ja podchodzę do ojca, patrzę mu w oczy i uśmiecham się a on robi to samo po czym mnie przytula. Z mamą jest inaczej, tuli mnie ale bez uczucia... tuli mnie bo wypada.Wychodzimy z domu, rodzice idą ustawić się z innymi rodzicami, a ja idę się zgłosić. Każde dziecko w wieku od 12-18 lat musi się zgłosić, chyba że jest umierające. Nakłuwają Ci palec, kropla Twojej krwi i już wiedzą, kim jesteś. Trochę jak zwierzęta na ubój, niektórym się poszczęści innym nie. To chore, nikt tutaj nie powie tego na głos, ale wszyscy tak myślimy.Staję w szeregu, wraz z innymi chłopcami, po mojej prawej stronie jest przejście i szereg dziewcząt. Stoi tam, widzę ją... patrzy na Gala. No pewnie że na niego, a na kogo innego miałaby patrzeć. Jestem zły na siebie że nie za przyjaźniłem się z nią. Pretensję mogę mieć tylko do siebie. To moja wina że patrzy na niego a nie na mnie.
Na scenę wychodzi "opiekunka" naszego dystryktu, bardzo specyficzna osoba, dziś ubrała różową perukę, i taką samą sukienkę. Ma na imię Effie, pochodzi z Kapitolu to ona co roku losuje trybutów na arenę i ma z tego wielki ubaw. Za nią na scenę wchodzi burmistrz dwunastego dystryktu z żoną i... Haymitch. Mentor dwunastki, jak zwykle kompletnie pijany, dziwie się że był w stanie tutaj dojść. Lecz chwilę potem spada ze sceny, kilku strażników pokoju pomaga mu wstać leć on tylko bełkoczę coś i wyrywa się im.
-Witajcie Trybuci !!!! Pomyślnych igrzysk i niech los zawsze Wam sprzyja- zaczyna swoją gadkę Effie -Witam Was na 74 corocznych Igrzyskach głodowych, zanim zaczniemy obejrzyjmy film który przywiozłam dla was prosto z Kapitolu.
Jasne co roku ten sam denny film, jak to dystrykty podniosły rękę na kraj który ich kochał, chronił i karmił, o tym ile ofiar kosztował nas ten bunt i teraz musimy ponieść karę. W postaci corocznego wybierania 2 trybutów z każdego dystryktu. Gdy film się kończy głos ponownie zabiera Effie.
-Teraz wybiorę trybutów , którzy będą mieli zaszczyt reprezentować dystrykt dwunasty w 74 głodowych igrzyskach. Jak zawsze panie mają pierwszeństwo.
Effie podchodzi do kuli z nazwiskami dziewcząt. Wkłada do niej rękę, chwilę miesza wyciąga jedną kartkę i swym dziwnym kaczym chodem podchodzi do mikrofonu, otwiera kartkę z nazwiskiem, a ja tylko modlę się by nie padło jej imię. Imię dziewczyny która kocham.
-Primrose Everdeen
I tak jak chciałem nie padło jej imię, tylko imię jej siostry. To co się po tym dzieje, jest okropne. Mała Prim idzie w stronę sceny, i wtedy wychodzi ona.
-Prim ! Prim! Nie ! Nie !-Krzyczy wyrywając się z rąk strażnika pokoju-Prim nie !!! Zostaw mnie! Zgłaszam się ! Zgłaszam się na trybuta !!!
Tylko nie to na miłość boską tylko nie to, mam ochotę krzyczeć, ale nic nie mogę zrobić. Stało się, ona już stoi na scenie.
-Jak masz na imię kochana? -Pyta Effie ze swoim akcentem
-Katniss Everdeen
-Idę o zakład , że wylosowałam Twoją siostrę.
-Tak.
-Wielkie brawa dla naszej ochotniczki Katniss Everdeen-mówi Effie
Jednak nikt nie bije brawa, jest głucha cisza , aż w końcu całuję trzy palce i wystawiam je ku niebu. Jest to gest którym żegna się kogoś ważnego naszemu sercu, widzę że inni zrobili to już przede mną, jednak nie widziałem tego przedtem, bo oczy mam pełne łez.
-A teraz pora na chłopców-Mówi radośnie Effie
Podchodzi do kuli z nazwiskami chłopców, miesza już zdecydowanie krócej niż u dziewcząt i wyjmuję kartkę otwiera ją i czyta.
-Peeta Mellark.
~Tajemnicza Dziewczyna
Ten chłopak nie miał łatwo w życiu, zresztą niczyje życie w dwunastym dystrykcie nie jest łatwe. Niektóre rodziny jak moja mogą pozwolić sobie na więcej, ale życie w dwunastce to przekleństwo. Rodzisz się by Twoje nazwisko trafiło do kuli dożynkowej, by zapewnić Kaptolowi rozrywkę, by mogli cieszyć się i patrzeć jak giniesz na arenie zabity przez innego trybuta lub przez genetycznie zmutowane zwierze, a jeśli Cię nie wylosują po ukończeniu osiemnastu lat musisz pracować za marne grosze by zaspokoić potrzeby Kapitolu. Tutaj w dwunastce codziennie ktoś umiera z głodu. Wchodzę do piekarni gdzie słyszę , że mój ojciec znowu prowadzi głośną rozmowę z moją matką. Kłócą się odkąd pamiętam, ojciec starał się to ukrywać przed nami, ale matka , ona nie miała skrupułów. Przeklinała, krzyczała bez względu na okoliczności, nie przejmowała się czy ktoś usłyszy. Zastanawiam się czemu mój ojciec ją poślubił, może młodzieńcze zauroczenie. Nigdy go o to nie pytałem, bo chyba nigdy nie było okazji. Zresztą ja w domu nie mówię za wiele, jak już rozmawiam to z tatą. Jest dla mnie całą rodziną, bronił mnie przed matką, która nie miała skrupułów, bić mnie i moich braci.
-Co jest Peeta?-Słyszę głos mojego ojca, czuły i miły.
-Nic, tylko ... mam dziwne przeczucie, że te dożynki będą inne, nie wiem jak mam to wytłumaczyć.
-Wiem co czujesz, rozumiem Cię, ale pamiętaj, że zawsze jestem przy Tobie.
-Dziękuję tato- Spojrzałem na niego, i widziałem że ma łzy w oczach, jednak szybko spuścił głowę, bym tego nie widział.
-Peeta, idź już się przeprać. Twoja mama będzie marudzić jeśli pójdziesz na dożynki brudny.
-Jesne tato już lecię.
Poszedłem do łazienki, która znajdowała się na piętrze. Nie mieliśmy prawdziwej wanny, tylko metalową dużą miskę w której można było usiąść i lekko wyprostować nogi. Zagrzałem sobie ciepłej wody. Tutaj w dwunastym dystrykcie nie myjemy się codziennie, jednak na dożynki każde dziecko jest umyte i ubrane najlepiej jak tylko stać na to rodziców. Ja ma koszulę i spodnie, czyli jak każdy chłopak w dwunastym dystrykcie. Gdy jestem już gotowy, siadam na łóżku. Patrzę na niebo nad naszym dystryktem, i myślę , że mogę go już nigdy nie zobaczyć. Jednak kto by po mnie płakał, jedynie ojciec. Nie mam nikogo bliskiego, nie w realnym życiu, jednak w moim sercu mam kogoś, o kogo będę walczył do samego końca... Tylko , że ona nawet nie wie o moim istnieniu. I nagle słyszę sygnał do wyjścia, i po chwili następny. Schodzę na dół, widzę że mój brat też już tam czeka. Przytula właśnie moją mamę, ja podchodzę do ojca, patrzę mu w oczy i uśmiecham się a on robi to samo po czym mnie przytula. Z mamą jest inaczej, tuli mnie ale bez uczucia... tuli mnie bo wypada.Wychodzimy z domu, rodzice idą ustawić się z innymi rodzicami, a ja idę się zgłosić. Każde dziecko w wieku od 12-18 lat musi się zgłosić, chyba że jest umierające. Nakłuwają Ci palec, kropla Twojej krwi i już wiedzą, kim jesteś. Trochę jak zwierzęta na ubój, niektórym się poszczęści innym nie. To chore, nikt tutaj nie powie tego na głos, ale wszyscy tak myślimy.Staję w szeregu, wraz z innymi chłopcami, po mojej prawej stronie jest przejście i szereg dziewcząt. Stoi tam, widzę ją... patrzy na Gala. No pewnie że na niego, a na kogo innego miałaby patrzeć. Jestem zły na siebie że nie za przyjaźniłem się z nią. Pretensję mogę mieć tylko do siebie. To moja wina że patrzy na niego a nie na mnie.
Na scenę wychodzi "opiekunka" naszego dystryktu, bardzo specyficzna osoba, dziś ubrała różową perukę, i taką samą sukienkę. Ma na imię Effie, pochodzi z Kapitolu to ona co roku losuje trybutów na arenę i ma z tego wielki ubaw. Za nią na scenę wchodzi burmistrz dwunastego dystryktu z żoną i... Haymitch. Mentor dwunastki, jak zwykle kompletnie pijany, dziwie się że był w stanie tutaj dojść. Lecz chwilę potem spada ze sceny, kilku strażników pokoju pomaga mu wstać leć on tylko bełkoczę coś i wyrywa się im.
-Witajcie Trybuci !!!! Pomyślnych igrzysk i niech los zawsze Wam sprzyja- zaczyna swoją gadkę Effie -Witam Was na 74 corocznych Igrzyskach głodowych, zanim zaczniemy obejrzyjmy film który przywiozłam dla was prosto z Kapitolu.
Jasne co roku ten sam denny film, jak to dystrykty podniosły rękę na kraj który ich kochał, chronił i karmił, o tym ile ofiar kosztował nas ten bunt i teraz musimy ponieść karę. W postaci corocznego wybierania 2 trybutów z każdego dystryktu. Gdy film się kończy głos ponownie zabiera Effie.
-Teraz wybiorę trybutów , którzy będą mieli zaszczyt reprezentować dystrykt dwunasty w 74 głodowych igrzyskach. Jak zawsze panie mają pierwszeństwo.
Effie podchodzi do kuli z nazwiskami dziewcząt. Wkłada do niej rękę, chwilę miesza wyciąga jedną kartkę i swym dziwnym kaczym chodem podchodzi do mikrofonu, otwiera kartkę z nazwiskiem, a ja tylko modlę się by nie padło jej imię. Imię dziewczyny która kocham.
-Primrose Everdeen
I tak jak chciałem nie padło jej imię, tylko imię jej siostry. To co się po tym dzieje, jest okropne. Mała Prim idzie w stronę sceny, i wtedy wychodzi ona.
-Prim ! Prim! Nie ! Nie !-Krzyczy wyrywając się z rąk strażnika pokoju-Prim nie !!! Zostaw mnie! Zgłaszam się ! Zgłaszam się na trybuta !!!
Tylko nie to na miłość boską tylko nie to, mam ochotę krzyczeć, ale nic nie mogę zrobić. Stało się, ona już stoi na scenie.
-Jak masz na imię kochana? -Pyta Effie ze swoim akcentem
-Katniss Everdeen
-Idę o zakład , że wylosowałam Twoją siostrę.
-Tak.
-Wielkie brawa dla naszej ochotniczki Katniss Everdeen-mówi Effie
Jednak nikt nie bije brawa, jest głucha cisza , aż w końcu całuję trzy palce i wystawiam je ku niebu. Jest to gest którym żegna się kogoś ważnego naszemu sercu, widzę że inni zrobili to już przede mną, jednak nie widziałem tego przedtem, bo oczy mam pełne łez.
-A teraz pora na chłopców-Mówi radośnie Effie
Podchodzi do kuli z nazwiskami chłopców, miesza już zdecydowanie krócej niż u dziewcząt i wyjmuję kartkę otwiera ją i czyta.
-Peeta Mellark.
~Tajemnicza Dziewczyna
wtorek, 11 lutego 2014
Ehh pobawiłam się w napisanie 1 rozdziału Igrzysk Śmierci oczami Peety. Nie wiem czy to jest dobre... posiałam tak troszkę z nudów ,ale wstawię to na bloga a co do odważnych świat należy ^^
Obudziłem się w środku nocy, nie wiem która dokładnie jest godzina może trzecia a może już dużo po. Jednak dzisiejszego dnia chciałem, aby słońce nigdy nie wzeszło. Aby cały czas było po przeciwnej stronie ziemi. Jednak z każdą sekundą zbliżało się nie uchronnie, dzisiaj mama wyjątkowo nie goniła mnie i moich braci do roboty, wiedziała że przeżywamy wewnętrznie to co może się dzisiaj wydarzyć. I mimo że dożynki przeprowadzane są co roku od 74 lat a ja widziałem ich już 15 to czułem że tego roczne odcisną w mojej pamięci wyjątkowo duże piętno. Nie chce wstawać, jednak dzień jak co dzień, ludzie przyjdą głodni, ojciec z braćmi nie poradzi sobie bez mojej pomocy. Wyszedłem z łóżka z niewiarygodnym trudem ,ubrałem robocze ubranie. Była już piąta. Piece rozpalone, ciasto wyrobione i czekało tylko na uformowanie, na całe szczęście pieczenie jest dla mnie jak lekarstwo, gdy to robię nie czuję nic po za maksymalnym skupieniem się by chleb był doskonały.
-Peeta!!!- krzyknęła moja mama z końca naszej piekarni.
-Tak mamo ? Coś się stało?- Zapytałem zdumiony ponieważ moja matka zwykle nie odzywa się do mnie gdy nie musi, jestem tak jakby czarną owcą w rodzinie.
-Zabieraj swój strój na dożynki zanieś go do swojego pokoju tylko nie ubrudź go, nie chce żebyś wyglądał jak świnia !- Powiedziała nie patrząc mi w twarz.Wiedziałem że to wszystko udziela się również jej, już taka jest nie potrafi okazywać czułości.
-Dobrze- Odpowiadam.
Zanoszę strój do swojej sypialni, nie jest to duże pomieszczenie, mieści się tu jedynie okno oraz łóżko z drewna z dosyć już zniszczoną ramą i dużą ilością poduszek. To jest coś co moja mama uwielbia robić, gdy ojciec zabije kaczkę lub gęś, moja matka obskubuje ją z niesamowitą precyzją i wypełnia nią materiał, dlatego w naszym domu aż roi się od poduszek. W drodze na dół mijam swojego starszego brata ma na imię Cressid, jest o dwa lata starszy ode mnie więc to jego ostatnie dożynki.
-Peeta- mów,i a ja wiem że to będzie kolejna uwaga na mój temat
-Co?- pytam a w jego oczach dostrzegam coś czego nigdy wcześniej nie widziałem ani u moich braci ani u matki.
-Szczęśliwych igrzysk- mówi
-Dzięki, wzajemnie- Odpowiadam i zastanawiam się co mogło nim się kierować że zwrócił się do mnie z uprzejmością.II nagle dochodzę do pewnego wniosku:
Nie tylko ja mam wrażenie że te igrzyska będą inne.
Tak więc wszystko jasne , nie tylko ja boje się że coś złego się stanie. Jednak z zadumy wyrywa mnie głos mojego ojca.
-Synu, chodź do mnie na chwilę, proszę- Mówi głosem który nie znosi sprzeciwu
Natychmiast stawiam się w piekarni i widzę ze wyją z pieca świeże ciasteczka. Domyślam się że moim zadaniem będzie nadać tym ciastką
piękna.Podchodzę do stoiska cukierniczego i natychmiast zabieram się do pracy. Od małego dziecka zdobiłem torty i ciasta w piekarni moich rodziców, dlatego teraz gdy mam 16 lat umiem narysować wszystko co przyjdzie mi do głowy. A do głowy przyszły mi zółte mlecze... Na samą myśl o tych kwiatach w głowie mam postać kogoś kogo pokochałem od pierwszego wejrzenia. W szkole, gdy nasza wychowawczyni zapytała się czy ktoś zna piosenkę z doliny, ona od razu podniosła rękę, zaśpiewała ją tak pięknie że okoliczne ptaki które usiadły na drzewie by odpocząć słuchały jej z uwagą i podziwem. Mogliśmy mieć wtedy 7 lat lecz ja już wiedziałem że to coś, co do niej poczułem jest zupełnie nowym uczuciem. Czymś czego nigdy wcześniej nie czułem, i tak od tego dnia patrzyłem jak wraca ze szkoły codziennie. Tak więc rysując mlecze na ciastkach głowę miałem pogrążoną w myślach tylko o tej jednej dziewczynie. Lecz na ziemię sprowadziło mnie pukanie do drzwi.
-Cześć-Usłyszałem a za drzwiami zobaczyłem Gala, umięśnionego chłopaka od którego mój ojciec skupuje wiewiórki.
-Zaraz ojciec zejdzie-Odparłem i szybko wróciłem do swojego zajęcia. Nie lubiłem tego chłopaka, gdy go widuję zawsze u jego boku pojawia się, własnie ta osoba na której mi zależy. Może jestem po prostu zazdrosny, jednak zawszę gdy go widzę nie potrafię spojrzeć mu w oczy.Jednak zjawia się zawsze sam, mój ojciec mówi, że czasem pojawia się z dziewczyną jednak mnie nigdy nie ma wtedy w domu. Gale przychodzi zawsze gdy nie ma mojej matki, lub jest zbyt zajęta sprzedawaniem w piekarni by cokolwiek usłyszeć. Moja matka nikogo nie lubi, a z moim ojcem jest już tylko ze zwykłego przyzwyczajenia, jestem najmłodszy w rodzinie jednak, od czasów kiedy pamiętam nigdy nie widziałem by moi rodzice trzymali się za ręce czy całowali, u mnie w domu nigdy nie panowała atmosfera miłości.Gdy w końcu mój ojciec schodzi, jestem wystarczająco blisko drzwi by wszystko usłyszeć. Jednak nie mam w naturze podsłuchiwać w tym wypadku po prostu byłem zbyt blisko rozmówców dlatego wszystko słyszałem.
-Dzień dobry Panie Mellark- I wyciągnął z worka 3 wiewiórki, były w prawie nienaruszonym stanie, miały tylko drobną dziurę w ogonie. Wiedziałem że to jego robota, tamta dziewczyna trafia zawsze prosto w oko.
-Witaj Gale.-Odparł bardzo entuzjastycznie- no no widzę, że dzisiaj Ci się poszczęściło... od razu było widać że już żałuje tych słów, Gale pochodził z naprawdę ubogiej rodziny, jego ojciec zginął podczas wybuch w kopalni. Ma jeszcze młodsze rodzeństwo, nie raz widziałem jak wraz z innymi dziećmi zgłasza się po astragal. Za odrobinę oleju i zboża dodają jeszcze jedną kartkę do kuli dożynkowej.Gale ma ich już naprawdę wiele.
-Jak na razie los mi sprzyja- odpowiedział spokojnym głosem.
-Proszę- Mój ojciec daje mu cały bochen chleba trzy bułki- Chleb daj matce, na pewno jej się przyda a bułki masz za wiewiórki, uważaj na siebie.
-Dziękuję bardzo proszę pana-Odparł wyraźnie zmieszany, nigdy nie dostał od mojego ojca nic za darmo.
Zamykając drzwi mój ojciec spojrzał na mnie i powiedział tylko,
-42 kartki w kuli. Po czym wrócił do piekarni wykładać gorący chleb.
Tadaaaaa to moje wypociny piszcie Czy się podoba ^^
Tajemnicza Dziewczyna
Obudziłem się w środku nocy, nie wiem która dokładnie jest godzina może trzecia a może już dużo po. Jednak dzisiejszego dnia chciałem, aby słońce nigdy nie wzeszło. Aby cały czas było po przeciwnej stronie ziemi. Jednak z każdą sekundą zbliżało się nie uchronnie, dzisiaj mama wyjątkowo nie goniła mnie i moich braci do roboty, wiedziała że przeżywamy wewnętrznie to co może się dzisiaj wydarzyć. I mimo że dożynki przeprowadzane są co roku od 74 lat a ja widziałem ich już 15 to czułem że tego roczne odcisną w mojej pamięci wyjątkowo duże piętno. Nie chce wstawać, jednak dzień jak co dzień, ludzie przyjdą głodni, ojciec z braćmi nie poradzi sobie bez mojej pomocy. Wyszedłem z łóżka z niewiarygodnym trudem ,ubrałem robocze ubranie. Była już piąta. Piece rozpalone, ciasto wyrobione i czekało tylko na uformowanie, na całe szczęście pieczenie jest dla mnie jak lekarstwo, gdy to robię nie czuję nic po za maksymalnym skupieniem się by chleb był doskonały.
-Peeta!!!- krzyknęła moja mama z końca naszej piekarni.
-Tak mamo ? Coś się stało?- Zapytałem zdumiony ponieważ moja matka zwykle nie odzywa się do mnie gdy nie musi, jestem tak jakby czarną owcą w rodzinie.
-Zabieraj swój strój na dożynki zanieś go do swojego pokoju tylko nie ubrudź go, nie chce żebyś wyglądał jak świnia !- Powiedziała nie patrząc mi w twarz.Wiedziałem że to wszystko udziela się również jej, już taka jest nie potrafi okazywać czułości.
-Dobrze- Odpowiadam.
Zanoszę strój do swojej sypialni, nie jest to duże pomieszczenie, mieści się tu jedynie okno oraz łóżko z drewna z dosyć już zniszczoną ramą i dużą ilością poduszek. To jest coś co moja mama uwielbia robić, gdy ojciec zabije kaczkę lub gęś, moja matka obskubuje ją z niesamowitą precyzją i wypełnia nią materiał, dlatego w naszym domu aż roi się od poduszek. W drodze na dół mijam swojego starszego brata ma na imię Cressid, jest o dwa lata starszy ode mnie więc to jego ostatnie dożynki.
-Peeta- mów,i a ja wiem że to będzie kolejna uwaga na mój temat
-Co?- pytam a w jego oczach dostrzegam coś czego nigdy wcześniej nie widziałem ani u moich braci ani u matki.
-Szczęśliwych igrzysk- mówi
-Dzięki, wzajemnie- Odpowiadam i zastanawiam się co mogło nim się kierować że zwrócił się do mnie z uprzejmością.II nagle dochodzę do pewnego wniosku:
Nie tylko ja mam wrażenie że te igrzyska będą inne.
Tak więc wszystko jasne , nie tylko ja boje się że coś złego się stanie. Jednak z zadumy wyrywa mnie głos mojego ojca.
-Synu, chodź do mnie na chwilę, proszę- Mówi głosem który nie znosi sprzeciwu
Natychmiast stawiam się w piekarni i widzę ze wyją z pieca świeże ciasteczka. Domyślam się że moim zadaniem będzie nadać tym ciastką
piękna.Podchodzę do stoiska cukierniczego i natychmiast zabieram się do pracy. Od małego dziecka zdobiłem torty i ciasta w piekarni moich rodziców, dlatego teraz gdy mam 16 lat umiem narysować wszystko co przyjdzie mi do głowy. A do głowy przyszły mi zółte mlecze... Na samą myśl o tych kwiatach w głowie mam postać kogoś kogo pokochałem od pierwszego wejrzenia. W szkole, gdy nasza wychowawczyni zapytała się czy ktoś zna piosenkę z doliny, ona od razu podniosła rękę, zaśpiewała ją tak pięknie że okoliczne ptaki które usiadły na drzewie by odpocząć słuchały jej z uwagą i podziwem. Mogliśmy mieć wtedy 7 lat lecz ja już wiedziałem że to coś, co do niej poczułem jest zupełnie nowym uczuciem. Czymś czego nigdy wcześniej nie czułem, i tak od tego dnia patrzyłem jak wraca ze szkoły codziennie. Tak więc rysując mlecze na ciastkach głowę miałem pogrążoną w myślach tylko o tej jednej dziewczynie. Lecz na ziemię sprowadziło mnie pukanie do drzwi.
-Cześć-Usłyszałem a za drzwiami zobaczyłem Gala, umięśnionego chłopaka od którego mój ojciec skupuje wiewiórki.
-Zaraz ojciec zejdzie-Odparłem i szybko wróciłem do swojego zajęcia. Nie lubiłem tego chłopaka, gdy go widuję zawsze u jego boku pojawia się, własnie ta osoba na której mi zależy. Może jestem po prostu zazdrosny, jednak zawszę gdy go widzę nie potrafię spojrzeć mu w oczy.Jednak zjawia się zawsze sam, mój ojciec mówi, że czasem pojawia się z dziewczyną jednak mnie nigdy nie ma wtedy w domu. Gale przychodzi zawsze gdy nie ma mojej matki, lub jest zbyt zajęta sprzedawaniem w piekarni by cokolwiek usłyszeć. Moja matka nikogo nie lubi, a z moim ojcem jest już tylko ze zwykłego przyzwyczajenia, jestem najmłodszy w rodzinie jednak, od czasów kiedy pamiętam nigdy nie widziałem by moi rodzice trzymali się za ręce czy całowali, u mnie w domu nigdy nie panowała atmosfera miłości.Gdy w końcu mój ojciec schodzi, jestem wystarczająco blisko drzwi by wszystko usłyszeć. Jednak nie mam w naturze podsłuchiwać w tym wypadku po prostu byłem zbyt blisko rozmówców dlatego wszystko słyszałem.
-Dzień dobry Panie Mellark- I wyciągnął z worka 3 wiewiórki, były w prawie nienaruszonym stanie, miały tylko drobną dziurę w ogonie. Wiedziałem że to jego robota, tamta dziewczyna trafia zawsze prosto w oko.
-Witaj Gale.-Odparł bardzo entuzjastycznie- no no widzę, że dzisiaj Ci się poszczęściło... od razu było widać że już żałuje tych słów, Gale pochodził z naprawdę ubogiej rodziny, jego ojciec zginął podczas wybuch w kopalni. Ma jeszcze młodsze rodzeństwo, nie raz widziałem jak wraz z innymi dziećmi zgłasza się po astragal. Za odrobinę oleju i zboża dodają jeszcze jedną kartkę do kuli dożynkowej.Gale ma ich już naprawdę wiele.
-Jak na razie los mi sprzyja- odpowiedział spokojnym głosem.
-Proszę- Mój ojciec daje mu cały bochen chleba trzy bułki- Chleb daj matce, na pewno jej się przyda a bułki masz za wiewiórki, uważaj na siebie.
-Dziękuję bardzo proszę pana-Odparł wyraźnie zmieszany, nigdy nie dostał od mojego ojca nic za darmo.
Zamykając drzwi mój ojciec spojrzał na mnie i powiedział tylko,
-42 kartki w kuli. Po czym wrócił do piekarni wykładać gorący chleb.
Tadaaaaa to moje wypociny piszcie Czy się podoba ^^
Tajemnicza Dziewczyna
Postanowiłam , że na swoje przemyślenia na początku będę brała tylko osoby z Igrzysk Śmierci, potem z W Pierścieniu Ognia a na samym końcu z Kosogłosa ^^. Tak więc dzisiaj na przemyślenia wezmę: Seneca Crane. Organizator 74 Głodowych Igrzysk, postać wydawać by się mogło: zła, wredna. Jednak od samego początku przychylny Katniss. Dostała 11pkt, mimo , że mogłaby dostać ich dużo mniej. Owszem był to akt też jej odwagi. Nie myślcie sobie , że będę tutaj bronić i pokazywać wszystkich w dobrym świetle, zrobię to tylko z osobami które na to zasługują. Bo moim zdaniem to on uratował Katniss, mógł ją wysadzić w powietrze gdy wyciągnęła jagody, tak jak powiedział to Prezydent Snow, jednak tego nie zrobił. Tylko pojawia się tutaj pytanie, czy było to człowieczeństwo czy strach przed karą jaka go spodka za brak zwycięscy... i nad tym się cały czas zastanawiam. Jednak wydaje mi się, że i to i to. Owszem w filmie widzimy jak nasyła na Katniss kulę ognia, jednak musiał to zrobić, by zadowolić prezydenta Snowa. Obwieszczając , że w 74 Głodowych igrzyskach będzie 2 zwycięzców, wydał na sobie wyrok śmierci, i ogromną złość Prezydenta Snowa na Katniss, nie świadomie oczywiście. Nie wiedział co spodka Katniss. W filmie pokazane jest jak Seneca wchodzi do pokoju gdzie znajduje się waza pełna łykołaka, genialnie pokazane, że jednak ktoś musi zginąć za pomocą tego owocu. Moje odczucia co do Senecy są mieszane, nie wiem jaki do końca był, czym się kierował ratując Katniss, i nikt tego się nie dowie, bo jest to postać pełna tajemnic, i kontrowersji.
Tajemnicza Dziewczyna
Tajemnicza Dziewczyna
niedziela, 9 lutego 2014
Dzisiaj na przemyślenie wezmę ... nigdy nie wiem kogo mam wybrać, dlatego jeśli ktoś czyta te moje marne wypociny to niech pisze w komentarzach nad kim mam rozmyślać, mam tyle tego wszystkiego w głowie , że nie wiem od czego zacząć. Ale dzisiaj w głowie pojawiła mi się Rue. Wspaniała mała dziewczynka, jak to ją Peeta nazwał "Cień Katniss". Miała w sobie wiele odwagi i poświęcenia, była tak młoda a jednak tak odważna. Już na samym początku gdy pokazuje Katniss gniazdo os gończych. Mogła się nie pokazywać, mogła zostawić Katniss na pastwę zawodowców. A jednak postanowiła jej pomóc, chodź wcale nie wiedziała jaka jest Katniss. Jednak dla mnie Rue widziała w Katniss starszą siostrę, kogoś w kim znalazła oparcie na tej okropnej arenie. Jednak pojawia się w mojej głowie pewne pytanie. Czy gdyby Rue nie pokazała Kotnej gniazda, to czy czasem nie wygrałaby igrzysk i czy czasem Katniss nie zmarłaby z rąk zawodowców. Chodź tutaj pojawia się postać Peety który zapewne by na to nie pozwolił, ale to jak będę przy nim rozmyślać. Rue leczyła Katniss gdy ta dochodziła do siebie po ukąszeniach, mogłaby zabrać cały zapas Katniss i uciec. Jednak była wychowana na opiekuna, była za miła by coś ukraść. To dzięki niej Kotna mogła wygrać igrzyska, to dzięki niej wysadziła zapasy zawodowców i to dzięki niej przetrwała na arenie i nie zwariowała. Tyle miłości dobroci i wsparcia w tak małej osobie. Nawet gdy Rue umierała, cały czas stawiała na Katniss, powiedziała to piękne zdanie "Musisz wygrać", niby nic ale przy czytaniu i oglądaniu rozpłakałam się. A następnie to jak Kotna oddała jej hołd, piękne. Dlatego uważam , że Rue była osobą kluczową by Katniss dobrze zrozumiała jak bardzo nienawidzi Kapitolu, już nie tylko dla Prim ale i dla Rue Katniss walczyła dalej o przetrwanie. Dlatego osobiście kocham tą mała, ale pełną dojrzałości osóbkę.
Tajemnicza Dziewczyna
Tajemnicza Dziewczyna
Wczoraj wieczorem wstawiłam swojego bloga na stronce na Facebooku. Przeczytałam wszystkie blogi do których linka dostałam ! Są super ! Piszmy blogi dla siebie i dla innych, to wspaniałe , że nie musimy się wcale znać, a możemy ocenić tylko czyjąś prace a nie to czy go lubimy i czy ma ładne np, Oczy. Każdy blog który przeczytałam był inny, wyjątkowy i niezwykle ciekawy. Dlatego Piszcie dalej, pokazujcie jak bardzo Igrzyska Śmierci zmieniły wasze życie do czego Was zachęciły! Udowodnijmy , że książka może zmienić życie!! Wszyscy jesteście wspaniali i dziękuję Wam za linki do waszych blogów. !!! Kocham Was /
sobota, 8 lutego 2014
Tak więc na pierwszy ogień do oceny i swojego przemyślenia wezmę ... Ehhh no .... może ... Effie. Effie jak wiecie pochodzi z Kapitolu i jest bardzo ... specyficzna cieszy się z tego że ma możliwość losowania trybutów na pewną śmierć... jednak moim zdaniem ludzie z Kapitolu byli lekko nienormalni i mieli wyprane mózgi. Effie przechodzi niesamowitą przemianę za sprawą Katniss i Peety. Byli dla niej jak rodzina zdążyła się z nimi związać, była kobietą i na pewno posiadała instynkt macierzyński, może głęboko uśpiony jednak obudził się w niej. Można by pomyśleć , że przywiązała się do Katniss i Peety tylko dlatego, że przynieśli jej chwałę i rozgłos. Jednak ja myślę inaczej, podczas losowania trybutów w Pierścieniu Ognia, Effie płacze ... zapewne pierwszy raz od bardzo długiego czasu, dawniej nie czuła takiej potrzeby. Farbuje włosy na kolor złoty by związać się z Katniss, Petta dostaje od niej naszyjnik a Haymitch złotą bransoletkę, chce w ten sposób oznaczyć swoją drużynę, a właściwie rodzinę. Dlatego uważam że Effie, pomimo swojego pochodzenia przechodzi dużą metamorfozę, stara się pomóc Katniss i Peecie. Dla Effie ogromnym ciosem były 75 igrzyska gdzie trybuci z 12 dystryktu ponownie musieli stanąć do walki, wiedziała , że któreś z nich musi zginąć, bała się stracić rodzinę którą dopiero co zyskała. Dlatego uważam że Effie jest postacią bardzo miłą i ciepłą, i pomimo swojego upośledzenia uczuciowego z powodu swojego pochodzenia, staję się pełną uczuć kobietą.
Tajemnicza Dziewczyna
Tajemnicza Dziewczyna
Blogi Blogi wszędzie !!!! To też sobie założyłam, tak więc mój będzie o trylogii Igrzysk Śmierci, ale nie będę pisać tutaj jak bardzo kocham tą trylogię ale własne przemyślenia na ten temat. Tak więc będę się podpisywać tajemnicza dziewczyna. ^^ Mrocznie :D Nie no, bloga będę prowadzić przede wszystkim dla siebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)












