Rozdział III
To nie możliwe, nie to się nie mogło stać. To jest chyba zły sen, koszmar z którego za chwilę się obudzę! Jednak nic dobrego nie nastaje, wszyscy patrzą na mnie, czyli jednak się nie przesłyszałem padło moje nazwisko. Gdy idę w kierunku sceny widzę , że Katniss na mnie patrzy. I co mi po tym że rozpoznała mnie teraz ! Gdy oboje będziemy musieli się pozabijać! Nie to się nie stało!!! Stoję na scenie, patrze przed siebie, pełen złości smutku i rozczarowania. Dlaczego teraz ?! Dlaczego nie rok temu , czemu nie dwa lata temu, a teraz razem z nią trafię na arenę. Trafię tam z dziewczyną którą kocham od wielu lat, co nie zmienia faktu, że ona nie będzie miała problemów żeby mnie zabić, jestem nikim w jej oczach.
-No śmiało podajcie sobie dłonie-Mówi Effie i głupawo się do nas uśmiecha.
Podaję jej rękę po raz pierwszy ją dotykam, po raz pierwszy patrzę jej w oczy a ona mnie. Widzę strach i smutek, ale też gniew. Effie obejmuje nas i prowadzi każdego osobno do pokoju. Po kilku sekundach przychodzą moi rodzice i bracia. Ojciec tuli mnie i ma łzy w oczach.
-Będzie dobrze Petta, pamiętaj zawsze jestem z Tobą.
-Dziękuję tato, tylko że nic nie będzie dobrze ! Zupełnie nic! -Krzyczę
-Może jednak coś dobrego z tego wyniknie- Mówi moja mama z końca pokoju-Dwunasty dystrykt ma szanse na zwycięstwo, i nie mówię tutaj o Tobie Peeta, mówię o Katniss.
Powiedziała to i wyszła. Moi bracia powiedzieli tylko powodzenia i poszli w jej ślady.
-Tato,pomożesz jej rodzinie prawda ? Błagam tato- mówię błagającym tonem
-Dobrze Peeta pomogę jak tylko będę potrafił-Powiedział to i wyszedł z pokoju.
Nikt więcej nie przychodzi, bo kto by miał. Nie mam przyjaciół, znajomych sporo ale jak widać, nie przyszli się ze mną pożegnać. Siedzę tak sam w pokoju jeszcze około minuty i zaczynam płakać. Na miłość boską za co ?! Dlaczego ona ? Czemu ?! W mojej głowie trwa bitwa, co ja mam teraz robić, jaką taktykę obrać. Wszystko wydaję się do niczego. Nie wiem co robić i w końcu przychodzi strażnik pokoju pakuje nas do samochodu który zawiezie nas do pociągu.
-Zobaczycie będzie cudownie, same luksusy, platynowe klamki, dużo jedzenia i ciepła woda! -Mówi Effie, lecz ja już nic więcej nie słyszę. Widzę tylko przed oczami jej oczy, najpiękniejsze jakie w życiu widziałem. Przy najmniej mogłem je zobaczyć, pewnie nigdy już ich nie ujrzę, zapewne zginę na arenie pierwszy. Albo nie ! Mam pewien pomysł który od tej chwili zamierzam realizować. Z auta wyciągają nas strażnicy pokoju i prowadzą prostu do pociągu. Gdy jestem w środku, dech zapiera mi w piersiach. Wszystko jest przepiękne, klamki stoły, kanapy, krzesła, jedzenie owoce których nigdy nie widziałem na oczy. A w szklanych butelkach mienią się różnego rodzaju trunki. Siadamy w fotelach koło siebie.
-Pójdę po Haymitcha, powinien być w wagonie barowym-Mówi Effie i wychodzi.
Patrzę na Katniss nie ma ochoty na rozmowę, rozumiem ale ...
-Poznałaś już Haymitcha ? To nasz mentor , kiedyś sam zwyciężył-mówię to ale ona ma mnie zupełnie w nosie.
-Słuchaj ! Rozumiem że nie masz ochoty rozmawiać, ale odrobina pomocy nie zaszkodzi!-Mówię to a ona w końcu na mnie spogląda, w jej oczach widzę wyrzuty. I naglę przypomina mi się pewien deszczowy dzień. Gdy piekłem chleb w piekarni, zobaczyłem ją moknącą ledwie żywą, pod naszą piekarnią. Słyszałem jak moja matka ją wywala bo szukała czegoś u nas w śmietniku. Nie wiedziałem jak jej pomóc i nagle mnie olśniło. "Przez przypadek" upuściłem dwa bochenki chleba do ognia.
-Ty idioto ! Myślisz że ktoś kupi spalony chleb ?-Krzyczała moja mama i uderzyła mnie metalowym kijem w twarz-Idź wywal to świnią !
Jeden cały chleb rzuciłem świnią, jednak jeden .. jeden rzuciłem jej na ziemię gdy moja matka nie patrzyła.Wiem że Katniss myślała o tym samym co ja. I w tym momencie wchodzi Haymitch.
-Gratuluje Wam! - Mówi to i bierze szklankę oraz nalewa sobie alkoholu do szklanki-Gdzie jest lód ?
-Nie mam pojęcia-Odpowiadam
A Haymitch głośno trzaska pokrywką od pojemnika do lodu, w rekompensacie bierze całą butelkę trunku i siada na przeciw nas.
-No to co ? Kiedy zaczynamy ?-Pytam z poważną miną
-Spokojnie, dajcie mi wytrzeźwieć, sam muszę się przyzwyczaić. Zresztą nie wszystkim z was było tak prędko do nauki.- Mówi i bierze porządnego łyka z butelki.
-To po co tu jesteś ?-Odzywa się Katniss
-Dla napitków- Odpowiada Haymitch z lekkim uśmiechem.
-Dobra, chyba już wystarczy- I sięgam by zabrać mu butelkę, jednak jak na pijaną osobę jest niezwykle szybki i w jednak chwili, blokuje mnie swoją stopą. Po czym obficie wymiotuję na siebie alkoholem.
-Ehhhh... Pójdę go umyć- Mówię i spoglądam na Katniss
-Idź- odpowiada krótko
-Idziemy Panie Haymitch, umyjemy pana bo troszkę się pan ubrudził.
Tajemnicza Dziewczyna

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz